Study Tour Węgry 2016

Zaledwie 330 km dzieli Kraków od jednego z najbardziej lubianych i pożądanych przez Polaków miast węgierskich – Egeru. Zatem już po mniej więcej 5 godzinach jazdy samochodem, podążając przez przepiękne dawne Górne Węgry, (a dzisiejszą Słowację), zachwycając się m. in. pięknem tatrzańskiej przyrody, dotarliśmy do pierwszego celu naszej 4-dniowej wycieczki po kraju naszych Bratanków.

Eger przywitał nas jak zwykle spokojem i dostojnością godną tysiącletniej siedziby biskupów a także wszechobecnymi symbolami węgierskiego patriotyzmu i ukochanym przez nas zapachem pleśni. Bo to małe miasteczko, zamieszkiwane zaledwie przez 56 tysięcy mieszkańców, to nie tylko prawdziwa perła baroku i żywa lekcja historii, ale przede wszystkim Eger to mekka winiarskich smakoszy! To właśnie tutaj powstała receptura, jakże lubianego i popularnego w Polsce klasyka czerwonego wina wytrawnego – Byczej Krwi (Egri bikavér). Ale lista doskonałych win, które powstają w tym regionie, jest zdecydowanie dłuższa. Znawcy tematu z reguły jednym tchem wypowiadają takie rodzaje jak: Egri Olasz Rizling, Egri Leányka, Egri Muskotály, Egri Chardonnay czy Egri Kékfrankos. Jednakże aby móc ich wszystkich skosztować, bez konieczności kupowania kilkunastu butelek, najlepiej wybrać się spacerkiem do położonej ok. 1,5 km od centrum Doliny Pięknej Pani (Szépasszony-völgy). Tam najbardziej polecamy piwnicę nr 46, która jest własnością znanego nie tylko w Egerze winiarza – Ferenca Totha (http://www.egriborvar.hu/). Można tu w kameralnej atmosferze i bez „drenażu portfela”, popróbować wszystkich wyżej wymienionych gatunków win egerskich oraz umówić się nawet na zwiedzanie winnicy. Na bardziej zaawansowanych miłośników wina czeka zaś gigantycznych rozmiarów, aczkolwiek urządzona z wielkim smakiem, winnica Bolyki (http://www.bolykipinceszet.hu/). Położona nieco poza centrum miasteczka bywa także często miejscem wspaniałych koncertów muzycznych, jak i innych eventów kulturalnych. To obowiązkowy punkt na mapie atrakcji Egeru dla każdego „winnego turysty”. Jeśli natomiast nie lubicie się oddalać za bardzo od centrum, to zdecydowanie polecamy wam nowoczesną Piwnicę Gala Tibora (http://www.galtibor.hu/pl/), gdzie piliśmy Pinot Noir 2012, a wzruszenie odbierało nam mowę… ;)

Po tych wszystkich winnych degustacjach poczuliśmy wilczy głód. W Egerze są dziesiątki dobrych i bardzo dobrych restauracji. Ale jest jedno miejsce, które odciśnie piętno na waszych kubkach smakowych do tego stopnia, że będziecie od tego momentu dzielić swoje życie na „okres przed i po Macoku”! Macok Bistro (http://www.imolaudvarhaz.hu/en/the-macok-bisztro-wine-bar.html), bo o nim tu mowa, to restauracja przez największe „R”. To swoista „świątynia smaku”!
I choć może Was początkowo przytłoczyć bogactwem swoich wnętrz i nagromadzeniem detali, to już zaledwie po skonsumowaniu przystawki będziecie w stanie wybaczyć projektantowi wszystko!
A półka z winami, która niczym „biblioteczka na długie zimowe wieczory”, pomoże złagodzić uczucie dysonansu do tego stopnia, że zapominając o wszelkich problemach dnia codziennego, oddacie się bezgranicznie dzikiej, konsumpcyjnej orgii… I nie pytajcie nas proszę, co polecamy najbardziej, bo uwielbiamy tam po prostu wszystko! A jeśli nawet poczulibyście się zagubieni, można poprosić o radę, któregoś z profesjonalnych i sympatycznych kelnerów, dyskretnie czekających w pobliżu.

Podobnie jak z restauracjami, Eger ma też do zaoferowania wiele urokliwych miejsc noclegowych. Są tu małe pensjonaty i kwatery prywatne, prowadzone przeważnie przez miejscowych, sympatycznych i lubiących nas Polaków Egerczyków. Są też mniejsze i większe hotele, wyposażone w SPA i baseny oraz gabinety odnowy biologicznej. Nam się zachciało luksusów i SPA, to też zamieszkaliśmy w Imola Hotel Platan (http://www.imolaplatan.hu/pl/). W recepcji powitała nas przesympatyczna Obsługa, mówiąca doskonale po angielsku, a nieopodal pokoju czekał już na nas bajeczny świat kolorowych basenów wypełnionych leczniczą wodą i kompleks saun, których ilość naprawdę robi wrażenie. Nawet najbardziej wybredni miłośnicy pocenia się, nie powinni być rozczarowani. Skorzystać tu można m.in. z sauny fińskiej, aromatycznej, bio, alpejskiej czy też kabiny solnej. A że „woda wyciąga”, to też znowu poczuliśmy głód! Na szczęście hotelowa restauracja również trzyma wysoki poziom. Takiej pysznej perliczki jak tutaj jeszcze nigdy nie jedliśmy. A i karta win nie daje powodów do paniki, bo każdy miłośnik „okolicznych trunków wyskokowych”, znajdzie tutaj coś dla siebie.

Rano obudziliśmy się wypoczęci i pełni energii. Choć głowa była jeszcze nieco ciężka od wczorajszych licznych degustacji, atrakcje które były jeszcze przed nami, nie pozwalały na maruderstwo. Po smacznym śniadaniu zjedzonym w hotelowej restauracji, ruszyliśmy w kierunku miejscowości Noszvaj. Noszvaj to niewielkie miasteczko położone w malowniczej dolinie na skraju Parku Narodowego Gór Bukowych. Jedną z ciekawszych atrakcji turystycznych jest tu Pałac de la Motte - rezydencja wzniesiona w drugiej połowie XVIII wieku dla przybyłego tu z Francji hrabiego.
W czasie II wojny światowej pałac został dosyć mocno zniszczony a do czasów obecnych nie zachowało się tu zbyt wiele oryginalnego wyposażenia. Jednakże jakiś czas temu rezydencja została odrestaurowana i pełni funkcję muzeum oraz pałacu wystawowego. Nieopodal powstaje tu także nowy hotel, który chyba nawet już działa, bo prace miały być ukończone jeszcze w marcu 2018.

Do Noszvaj warto wybrać się z kilku powodów a jednym z nich jest z pewnością winnica Thummerer (http://thummerer.hu/en/).

Winnica Thummerera jest przedsięwzięciem rodzinnym. Zajmują się produkcją wina już od 32 lat. Wina z winnicy Thummerera zwyciężały wielokrotnie w liczących się konkursach, zarówno na Węgrzech jak i na forum międzynarodowym. Można je też spotkać w eleganckich hotelach czy restauracjach na Węgrzech, ale także w krajach skandynawskich, Anglii czy USA. Vilmos Thummerer (właściciel winnicy), został wybrany „Winiarzem Roku” w 1995r. a cała winnica zdobyła tytuł
„Winnicy Roku 2011”, co tylko utwierdziło nas w przekonaniu, że trzeba tych rarytasów tu spróbować. Zaś córka Pana Thummerera, doskonale włada językiem angielskim i bardzo ciekawie opowiada o historii winnicy.

Po sympatycznej degustacji stwierdziliśmy zgodnie, że wina Thummerera wyróżnia bogata oferta oraz doskonały stosunek ceny do jakości. Dlatego z pewnością tu jeszcze wrócimy!

Drugim powodem, dla którego warto odwiedzić Noszvaj, jest Oxigén Hotel & Zen Spa (http://oxigenhotel.hu/). To przepięknie położony kompleks hotelowy, który jest specjalnie przystosowany do przyjmowania rodzin z dziećmi. Hotel Oxigen gwarantuje mnóstwo atrakcji dla naszych milusińskich, m.in.: specjalna sauna dziecięca i szereg basenów tylko dla dzieci, place zabaw, boisko do piłki nożnej, park linowy, trampoliny, kręgle, stoły do ping ponga, rzutki, Play-station, a nad bezpieczeństwem czuwa kadra doskonale wyszkolonych animatorów. Rodziców z pewnością ucieszy ZEN Spa z szeroką paletą zabiegów wellness, bazujących na dalekowschodnich tradycjach, które pomogą w osiągnięciu wewnętrznej harmonii. A wszystko to w pięknym otoczeniu wiekowego miejscowego parku. Jeśli coraz bardziej zaczyna wam brakować ciszy, spokoju i piękna przyrody, to przyjeżdżajcie do Noszvaj’a, bo tu tego bez liku!

Z Noszvaj’a udaliśmy się do kolejnej miejscowości o ciekawej i dźwięcznej nazwie Mezőkövesd. W miasteczku zamieszkuje niespełna 17 tys. mieszkańców, a położone jest 50 km na południowy zachód od Miszkolca i 15 km na południowy wschód od Egeru. Dotarcie do Mezőkövesd ułatwia bliskość autostrady M3, którą możemy dotrzeć z jednej strony do Budapesztu albo jadąc w przeciwnym kierunku, to prawie aż do Rumunii.

Mezőkövesd to przede wszystkim ośrodek folkloru i uzdrowisko z ogromnym kompleksem basenów termalnych i rekreacyjnych – Zsóry (http://www.zsory-furdo.hu/index.php?language=po). To potężne kąpielisko (11 ha powierzchni!!! 21 basenów!!!), powinno zadowolić gusta najbardziej wytrawnych i wybrednych miłośników „moczenia się w wodzie”. Ilość atrakcji wodnych jest trudna do zliczenia a powierzchnia kompleksu daje się dość mocno we znaki podczas próby przespacerowania się z jednego końca na drugi.

Na miłośników sztuki ludowej czeka w Mezőkövesd Skansen Hadas. Spacerując po tym mini miasteczku możemy zapoznać się ze sztuką pieczenia pierników oraz obejrzeć stałą wystawę bajek, a także zapoznać się ze sposobami wytwarzania garnków i pięknie zdobionych wszelakich rękodzieł.

Sprawne zwiedzanie Mezőkövesd zawdzięczamy współpracy z tutejszym biurem Tourinfom, które robi wszystko co w jego mocy, aby powiedzenie „Polak, Węgier dwa bratanki…”, nie straciło na znaczeniu. Niewiele miast węgierskich tak bardzo zabiega o turystów z Polski jak właśnie Mezőkövesd. Mnóstwo materiałów o mieście można otrzymać w biurze Tourinfom po polsku, a najważniejsze informacje i komunikaty na basenach Zsóry, również zostały przetłumaczone na nasz piękny, choć niełatwy język.

Nocujemy w hotelu Balneo (http://balneo.accenthotels.com/hu), który jest częścią doskonałej sieci hoteli Accenthotels. Tu oczywiście też jest bardzo miło. Najpierw tradycyjny już rytuał „wellness” (baseny z termą, sauny, jaskinia solna), a potem mega wyżerka w hotelowej restauracji. Jakość strawy może nie jest taka, jak w Macoku (Macok jest tylko jeden!), ale za to ilość jedzenia powala na kolana i powoduje gastronomiczny zawrót głowy, a efekt końcowy jest bliski scenie z filmu Monty Pythona, ukazującej tak obżartego gościa, że nie jest w stanie przyjąć więcej już nawet jednego, malutkiego opłatka… ;)

Następnego dnia, po gigantycznym śniadaniu, wyruszyliśmy na zachód. Tego dnia czekała na nas stolica...

O Budapeszcie pisać chyba nic nie musimy. Miasto jest ze wszech miar zjawiskowe i wyjątkowe. Kto nie był jeszcze ten trąba. I basta! My pojechaliśmy tam po raz „…etny”, bo mieliśmy zaproszenie do udziału w targach turystycznych Utazas. Targi turystyczne Utazas są największymi targami turystycznymi na Węgrzech. Jednocześnie odbywały się tam cztery imprezy towarzyszące: Olympic Pavilion (pawilon olimpijski), Budapest Boat Show (wystawa łodzi), Caravan Salon (wystawa karawaningu) PORT.hu Bike Expo (wystawa rowerowa). W targach wzięło udział ponad 500 wystawców z 22 krajów na 22tys. m2 powierzchni targowej!!! No właśnie… już po godzinie chodzenia żałowaliśmy, że nie mamy ze sobą choćby hulajnogi, a jak nam później naliczyły „nowoczesne zdobycze techniki”, to po samych targach wydreptaliśmy ponad 7km! Ale było warto, bo nawiązaliśmy nowe znajomości biznesowe i… spaliliśmy sporo kalorii! ;)

W Budapeszcie zamieszkaliśmy w pięknym, biznesowym hotelu Park Inn By Radisson (http://www.parkinn.com/hotel-budapest), który zwiedziliśmy od A do Z w przemiłym Towarzystwie samej Pani Dyrektor. A wieczorem raczyliśmy się węgierskimi przysmakami w towarzystwie węgierskich Przyjaciół.

W ostatnim dniu naszej wycieczki, po wyśmienitym śniadaniu serwowanym w restauracji hotelu Park Inn By Radisson, obraliśmy kierunek zachodni (tam przecież też musi być jakaś cywilizacja J).
Po 45 minutach jazdy dotarliśmy do ostatniego punktu naszej eskapady – winnicy Etyeki Kúria (http://www.etyekikuria.com/en/etyeki-kuria). Winnica zaczynała swoją działalność w 1996 roku na powierzchni zaledwie 2 ha, a dzisiaj jest ich już 44 ha!, z czego 27 ha w rejonie Etyek-Buda, (tam gdzie byliśmy), a 17 ha w Sopron. Posiadłość którą odwiedziliśmy, położona jest bardzo malowniczo w pagórkowatym krajobrazie regionu Etyek. Winnica zrobiła na nas przeogromne wrażenie swoją nowoczesnością, (to zdecydowanie inny kunszt winiarski, niż winnice Egeru czy Noszvaj), perfekcyjną czystością, lokalizacją oraz ekskluzywnością. Wina, których próbowaliśmy, również były ekskluzywne i nietuzinkowe w smaku, co też ma niestety przełożenie na ich cenę. Jednakże nawet entuzjaści wina o mniej zasobnych portfelach z pewnością znajdą coś dla siebie. Nam najbardziej smakowały: Sauvignon Blanc 2015, Chardonnay 2013, Pinot Noir 2014, których ceny odpowiednio korespondowały z jakością.

Niestety to była już ostatnia atrakcja naszej wspaniale zorganizowanej wycieczki. Wracaliśmy do domów lekko zasmuceni, (no bo kto nam teraz da tak dobrze zjeść i wypić?), ale jednocześnie pełni energii i entuzjazmu dla szarej prozy życia. Przecież doskonale wiemy, że my tu już niebawem wrócimy!